Właśnie byliśmy w drodze na lotnisko. Jechaliśmy czerwony autem Tomasa. Byliśmy blisko lotniska aż tu nagle przed nami wyjechała karetka na sygnale. "To musi być pilne!"-pomyślałam. Tomas ostro zakręcił, a ja upadłam na niego, okazało się, że wylądowaliśmy w rowie. Camilla z pośpiechem wyciągnęła TELEFON
- Zostaw mnie! Ja kocham Tomasa ! - krzyknęłam pełna strachu.
- Boże jakie wyznanie! - z bagażnika wyszedł Braco.
I dopiero wtedy uspokoiłam się, dotarło do mnie co powiedziałam. Bez słowo wyswobodziłam się z uścisku Tomasa i wsiadłam do auta dając ZNAK
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ? - zaczął szybko.
-Bo... - nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam załamana, jak mogłam to krzyknął, i to przy wszystkich?
- Mogłaś powiedzieć ! - krzyknął na mnie.
- Nie powiedziałam tylko dlatego, że ... - spuściłam wzrok- że wiem, że podoba ci się Violetta.- spuściłam głowę.
Już miałam zapłakać, kiedy Tomas podniósł mój podbródek i popatrzył mi się w oczy.
- Violetta to przeszłość, teraz liczysz się ty.
I wtedy...wtedy nastąpiło to na co czekałam prawie pięć lat. Tomas pocałował mnie, złożył na moich ustach pocałunek. "Ja." - pomyślałam - "Też cię kocham Tomas". Oderwałam się od niego i mocno go przytuliłam. Nie wiedziałam, że kocham go tak bardzo, tak bardzo, tak jak ja. Po dwudziestu minutach na lotnisko przyleciał samolot, wysiedli z niego Violetta z Angie oraz panem Castillo. Szybko pobiegłam przytulić przyjaciółkę. Braco zaczął gadać coś w "swoim języku", a Cam właśnie wyszła ze sklepu z pamiątkami w ręku trzymając koszulkę z napisem: "Kocham Rio Grande." Kiedy tylko zauważyła Violę podbiegła do niej. Ja oddaliłam się do Tomasa, który stał jak wryty, chwyciłam go za rękę. Maxi zaś, który do tej pory wcinał lody, skierował się do taty Violi i przywitał się z nim. Potem przyszedł czas na Angie i Violettę. Uściskom nie było końca, kiedy zaś Viola uwolniła się od wszystkich zauważyła Tomasa, który trzyma mnie za rękę. I o dziwo nie posmutniała, była wesoła. Podbiegła do nas i przytuliła:
- Gratuluję Wam ! - powiedział śmiejąc się - Ach, ale się cieszę - i tu zaczęła tańczyć.
Nie trwało to długo, bo TELEFON
- Co się stało ? - spytałam obejmując ją przyjacielsko.
- Leon ... - powiedziała przez łzy - ... on miał wypadek. Dlatego go nie ma. Jakieś pół godziny temu jechała karetka. Ma teraz operację - zakończyła wybiegając do toalety. Angie wybiegła za nią, a tata Violi ztał z otwrtą buzią. Było mi szkoda Violi, wiedziałam co przeszła. A Leon ... on się zminił, był miły i dużo mniej chamski. I teraz niby miał umrzeć ? Tak nie mogło być !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz