czwartek, 21 sierpnia 2014

Opowiadanie {2}

Od razu po powrocie z Madrytu dowiedziałam się, że mój ukochany jest w szpitalu. To ma być życie!? Już wolałam siedzieć w tej łazience i nic nie robić, ale jako kochająca dziewczyna tak nie mogłam. Dobrze że Angie poszła za mną, bo bym chyba samobójstwo popełniła. Pięć minut później byliśmy podzieleni: ja i Angie, Braco i  tata byliśmy w jego aucie, a Tomas i Fran oraz Camilla z Maxim w aucie Tomiego. Szpital był niedaleko, więc byliśmy tam za ok. 15 minut. Tata wjeżdżając na parking dokładnie parkował, chyba pomylił się o milimetr i musiał poprawić swoje kochane autko, bo " mu ktoś porysuje". Miałam dość, zanim to zrobił wypadałam z auta i popychając kilka osób wparowałam do szpitala. Przy recepcji stała jakaś baba, nie patrzyłam jaka tylko na jednym oddechu powiedziałam:
- Czy mogłabym się widzieć z Leonem ... - zaczęłam - jak mu tam na nazwisko, a nieważne! Przyjechał ranny ok. godziny temu. Miły, przystojny z pięknym uśmiechem. 


- A ten Leon... Tak przyjechał taki, obecnie skończyła mu się operacja, ale nikt prócz... - tu wyciągnęła jakąś kartkę - prócz Violetty Castillo nie może jej widzieć. Przepraszam...
- To ja jestem Violetta Castillo, to ja. Gdzie leży... Muszę go widzieć!
- Ach, no dobrze. Sala 115, proszę.
I sobie poszła, wtedy przybyła reszta. Bez zastanowienia wprowadziłam ich do sali Leona, przecież musieli go widzieć!  Leon na widok "tych wszystkich" nie zareagował najlepiej, ale kiedy zauważył mnie na jego twarzy pojawił,się uśmiech. Kiedy zauważyłam go "w takim stanie" zaczęłam płakać, chyba, bo nie panowałam nad sobą. Leon miał w dwóch miejscach rozciętą głowę, złamaną lewą nogę oraz dwa palce w prawej ręce. 
- Co ci się stało ? - zaczęłam z płaczem, tak teraz to był płacz. 
- To była wina... - miał zamiar wskazać na kogoś po jego lewej, ja stałam po prawej. Siedział tam Tomas, a obok stała Fran i Braco. - wina... Tomasa. To on mnie pobił tam na lotnisku, kiedy na ciebie czekałem. 
Tomas był zszokowany tak jak ja, ale reszta...nie. 
- To nie mógł być on - zaczęła Camilla. 
- ... bo Tomi był z nami - dokończyła Fran. 
Braco i Maxi pokiwa;li głowami  mówiąc, że to prawda. 
- Czyli kto ? - powiedziałam równo z Leonem. 
- Apollo... - syknął Tomas. 
- Kto to Apollo ? - spytałam. Kątem oka  popatrzyłam na zmieszaną Fran. - No jasne - krzyknęłam. - Kto to jest Apollo , Fran ?
- To... to jego brat bliźniak... - wydukała. 
- Jest taki sam jak ja. Wygląd, ale charakter jest dużo inny - spuścił głowę.
 Pierwszy raz widziałam go w takim stanie , z resztą Fran też, była smutna. Skuliła się na drugim pustym łóżku szpitalnym i nic nie mówiła. 
- Kiedyś zrobiłem coś co mu zaszkodziło. Obiecał zemstę - powiedział Tomas z załamanym głosem. 
- Tylko dlaczego na mnie ? - wybuchnął Leon. 
- Bo ... - zaczął niepewnie Tomas - ... bo on zakochał się w Violettcie. Chciał cię zniszczyć, chciał mieć ją dla siebie. Ja też, no wiesz też ja kiedyś kochałem, ale teraz się zmieniło. Zrobi wszystko byś...umarł - zakończył. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz